02.10.2011r. – przyszła na świat nasza trzecia córeczka Hania i przez kolejne 3 lata rozwijała się nadzwyczaj prawidłowo. Jest bardzo wesołą dziewczynką i bardzo mądrą jak na swój wiek (starsze siostry Ada 11 lat i Ewa 9 uczą ją wszystkiego)

Lipiec 2014 roku Hania załapała ospę wietrzną i przeszła ją bardzo ciężko – była mocno wysypana i gorączkowała.
Sierpień 2014 roku po powrocie z wakacji Hania zaczęła się skarżyć na bóle brzucha. Pojawiły się też jednodniowe wymioty żółcią – przeważnie o 3-5 w nocy i zaczęliśmy już swoje wizyty u pediatry. Wyniki Hani wyszły idealne, jednakże wróciliśmy znowu do lekarza, bo bóle pojawiały się coraz częściej. Hania nagle oblewała się potem i kładła na podłodze, bądź przytulała do nas i kwiliła, że boli ją brzuszek (trwało to kilka minut po czym wracała do zabawy). Pojawił się też kolejny dzień wymiotów bez powodu. Pani doktor stwierdziła refluks i dała syropek. Podawaliśmy syropek, ale nic nie pomagało.
Zaczęło nas to już bardzo niepokoić, dlatego też umówiliśmy wizytę badania USG brzucha.
2 październik świętowaliśmy Hani 3 urodziny a 4 dni później 6.10.2014 roku w poniedziałek pojawiliśmy się na badaniu USG. W Hani brzuszku lekarz zlokalizował masę w lewym nadnerczu wielkości 4,4 x 3,7 cm – nic nie informując o swoich podejrzeniach nakazał pilną wizytę u pediatry i już zaczęły się złe przeczucia, ale myśleliśmy, że to jakieś zwapnienie.

7 październik – wizyta u pediatry z wynikiem USG i pytaniem co robić dalej. Pani doktor dała nam skierowanie do poradni chirurgicznej. Mama od razu pojechała do szpitalnej poradni a tam szok – wizyta w poradni dopiero na 23 październik, pokazała w rejestracji opis badania – to Pani wcisnęła nas na 16 października. Gdyby pediatra napisała pilne wizyta byłaby następnego dnia. Na pytanie czy można podejść z dzieckiem na oddział chirurgii dziecięcej pani odpowiedziała, że nikt nie będzie ze mną rozmawiał – kolejny szok. Jak tyle my wytrzymamy. Udało się nam jednak załatwić aby Hania już w czwartek 09.10.2014 była przyjęta na oddział Chirurgii dziecięcej. Pewnie i tak byśmy tam wylądowali bo właśnie z środy na czwartek Hania całą noc płakała że boli ją brzuch, nie spała prawie wcale.
10 października – Hani wykonano TK i już podczas badania personel dał do zrozumienia, że jest źle. W południe ordynator oddziału poinformował tatę o wyniku badania -podejrzenie neuroblastomy – nowotwór złośliwy z przerzutami. Ordynator skierował nas do szpitala we Wrocławiu na ul. Traugutta gdzie mieliśmy wstawić się w poniedziałek 13.10.2014. Całe trzy dni przepłakaliśmy.

13.10.2014 roku przyjęto nas na oddział. Profesor Godziński zawołał nas na rozmowę do swojego gabinetu. Potwierdził diagnozę – nowotwór złośliwy – neuroblastoma. Guz w rzeczywistości był większy 5x3x7 i naciekał również wzdłuż rynny przykręgosłupowej, były przerzuty do węzłów chłonnych, lewa nerka – z naciekami, płucka, naczynia krwionośne otoczone guzem – guz nieoperowalny. Dał nam 30 % szans na wyleczenie Hani – całe nasze życie się rozleciało na tysiące kawałków. We wtorek operacja – pobranie wycinku guza i szpiku.

14.10.2014 prof. Godziński pobrał Hani wycinek guza i szpiku, założono browiak do chemioterapii.
W rozpoznaniu napisano Neuroblastoma L2 MYCN (-) Rokowanie niepewne.
W tym całym nieszczęściu wielkim plusem było to, że nie było przerzutów do szpiku i kości co statystycznie podnosiło szanse Hani na wyzdrowienie.
Od października 2014 r. Hania przeszła:
– chemioterapię 2 cykle CARBO, 5 cykli CADO
– założenie 2 broviaków które wyrwała i ostatecznie założono PORT,
– 2 operacje (9 luty 2015 – usunięcie nadnercza wraz z guzem, 25 marzec 2015 – usunięcie nacieku wzdłuż rynny przykręgosłupowej)
– 14 cykli radioterapii
Od lipca 2015 r. Hania jest w trakcie terapii podtrzymującej, która ma potrwać do końca 2015 roku.

 

 

Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”
50-368 Wrocław
ul. O. Bujwida 42
Nr konta : 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867
z dopiskiem: HANNA SZYCHOWSKA
http://hanianeuroblastoma.blogspot.com/

https://www.facebook.com/hanianeuroblastoma