Nie jestem św. Faustyną ani św.Łucją….. Ale z jakiegoś powodu było mi dane zstąpić do piekieł…..
Do piekieł bólu, rozpaczy, przerażenia i niewyobrażalnego cierpienia…….
Do piekieł w jakich tygodniami, miesiącami i latami tkwią Dzieci chore na raka….do piekieł, w których dniami, tygodniami, miesiącami, latami tkwią Ich rodzice….. często bez szansy na odkupienie…..
Te dzieci pchające przed sobą te wieszaki z pompami, kroplówkami…. Jawią mi się jak Chrystus….. One cierpią jak On, a ten wieszak to Krzyż, który muszą dźwigać na Swoich wątłych i umęczonych chorobą ramionach……nie parę godzin….. Ale tygodniami, miesiącami, latami…..
Czemu?
Nie wiem…..i pewnie na tym świecie się tego ani nie dowiem, ani nie zrozumiem,  a tym bardziej  nie pogodzę się z tym…..
Czy żałuję…… Nie wiem…. Czy gdyby jakimś cudem udało mi się z tego piekła uciec, czy wróciłabym?
TAK….
Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mimo tego, że psychicznie kompletnie sobie z tym nie radzę, to ta świadomość jest moim zbawieniem….
Każdy, kto choć raz spojrzy z wzajemnością w oczy Dziecka chorego na raka….nigdy nie zapomni tego spotkania…. To odmieni jego życie na zawsze….
Wiem też napewno jedno….. Nie chcę Was zapraszać do tego piekła….nie namawiam do szukania tego spojrzenia, bo to „uzależnia” …. Ta czarna odchłań wciąga….Na zawsze…..
….. proszę Was tylko o jedno…pomóżcie z całych Swoich sił, Te Dzieci  i Ich najbliższych z tego piekła wyrwać…..
Paulina Szubińska-Gryz-ta od tej neuroblastomy…..